sobota, 6 października 2012

Kilka dni temu kumpel zaproponował wycieczkę do Parku Narodowego w celu poszukiwania wszelkiego robactwa. Nie było szans, żebym został z nim w nocy z powodów wiadomych, ale zdecydowaliśmy się na wycieczkę, ot tak żeby się przejechać na skuterach. Po drodze trafiło nam się miejsce, z którego widać było co widać ;) No i zachód. Zatrzymaliśmy się, porobiliśmy fotki. Bajecznie. W samym Parku Narodowym jest tylko wąska ścieżka przez dżunglę, więc weszliśmy na kilkanaście metrów, zobaczyliśmy jak to wszystko wygląda nocą i wyszliśmy ;)
Następnego dnia, z racji faktu dnia wolnego, pojeździłem to tu to tam. Tak wygląda główna (i jedyna) droga wokół wyspy. Chwilowo pusta, ale podobno w sezonie trzeba uważać, bo turystów jak mrowków i wszyscy wieczorem wracają z pubów :/ Kolejnego dnia mieliśmy ponownie okazję pojechać na łapanie psów. Nieopodal wysypiska śmieci jest ich całkiem sporo. Byliśmy tam już wcześniej, więc psy głupie nie są i jak tylko widzą człowieka z rurą, dają dyla w krzaczory. Padł pomysł, żeby spróbować ustrzelić kilka z jadącego samochodu, ponieważ ludzi to może się i boją, ale samochody mają gdzieś. Stała sobie taka jedna na poboczu, wielce zainteresowana przejeżdżającym autem.

Nie miała pojęcia, że z tyłu na pace jestem ja i moja rurka ;D. Tamten dzień był owocny i udało nam się wysterylizować kolejne psy. Na zdjęciu po lewej widać jak mieszkają miejscowi. W zależności od sytuacji finansowej, domy są dość różne. Idea jest taka, że front musi mieć swego rodzaju werandę/ patio. Oczywiście w odrażająco paskudnych płytach :D. Na tejże werandzie zostawia się klapki i można spokojnie wejść do domu. Biednejsi ludzie mieszkają w "domach" (czyt. jednoizbowych pomieszczeniach ze ścianami z blachy falistej), w których zapewne można gotować jajko na podłodze, o ile nie jest to klepisko.

Tutaj właśnie jeden z biedniejszych domów, ulokowany zdala od turystycznego hałasu, gdzieś w środku wyspy. Ale nawet takie domy, obowiązkowo, zawsze wyposażone są w antenę satelitarną i telewizor. Większość, albo jakaś całkiem spora część ludzi nie ma żadnego, albo prawie żadnego wykształcenia. Młode chłopaki, kiedy tylko osiągną wiek pozwalający im pracować, zabierani są przez ojców do pracy na longtail'ach, pracują łowiąc ryby, tkając sieci, zbierając kraby z pułapek itd. Dziewczynki zostają z matką (i najczęściej babką, czasem jeszcze paroma ciotkami) w domu i uczą się pracy w domu.

Kontrast jest spory, kiedy pojedzie się do miejsc odwiedzanych przez turystów. Sporą szansą dla miejscowych, jest angielski. Daje im sporo możliwości pracy w sektorze turystycznym. Wykształceni czy nie, wszyscy są bardzo mili i przyjaźnie nastawieni. Na zdjęciu knajpka, w której zdarzyło mi się być i sączyć lokalnego browarka. Knajpa nazywa się TopView Restaurant i faktycznie widok jest top. Ta plaża jest jedną z najczystszych na Lancie. Po drugiej stronie zatoki widać najdroższy resort na wyspie. Pięciogwiazdkowy kurort o nazwie Pimalai. Można wyguglić jaką mają ofertę i jakie ceny. Tuż obok knajpy z której zrobione jest zdjęcie, jest inny resort, dużo tańszy.
Bungalow z widokiem na morze kosztuje 70zł za noc. Nie tak źle, zważywszy na fakt, że człowieka rano budzi slońce, szum fal etc. Na zdjęciu po lewej znowu restauracjo/bar. Wydaje mi się, że spora część barmanów chciałaby być na miejscu faceta ze zdjęcia. Po jakże ciężkim dniu wolnym (spędzanym właśnie w tejże knajpce) udałem się na odpoczynek do pubu na plaży, aby przy lokalnym piwku podziwiać zachód słońca. Szkoda, że dni wolne są tylko raz w tygodniu ;)
Pozdrawiam :)






















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz