No więc po opuszczeniu rajskiej plaży, pszyszedł czas na kolejną zatokę wcinającą się w wyspę. Ta zatoczka nie miała żadnej plaży, co w niczym nie przeszkadzało. Był odpływ, więc większość łodzi nie mogła wpłynąć, bo zwyczajnie było za płytko. Dzięki temu, nasz longtail był jedynym... Znowu wysokie skały otaczające zatoczkę, wąskie gardło, woda kryształ i zero ludzi. Pływałem tam i spowrotem i nie mogłem uwierzyć...
No... bez komentarza ;)
To właśnie wyjście/ wejście do zatoki. Nie ma co tu pisać... Zdjęcia mówią same za siebie.
To natomiast, mimo że nie wygląda, jest bardzo bardzo dochodowy interes. Tylko w kilku miejscach w całej okolicy osiedla się konkretny gatunek ptaków. Ptaki mozolnie budują gniazda (głównie z własnej plwociny), a ludzie je zbierają i za grube pieniądze sprzedają bodajże do Japonii. Tajskie prawo mówi, że zajmować się tym może tylko rząd i nie można mieć prywatnej firmy zbeirającej gniazda. Twierdzą, że jest ich mało i muszą szczególnie o nie dbać. Ta, jasne. Grota na zdjęciu nosi nazwę groty wikingów, bo kiedy pierwszy raz tajowie tam przybyli, na ścianach było mnóstwo malowideł i nikt nie ma pojęcia skąd się wzięły.
Albo jakiś zabłąkany wiking zapuścił się ciut za daleko, albo ktoś sobie zrobił jaja, ściągnął z neta wzory i popaprał ściany to tu to tam. ;)
To widok z longtail'a podczas powrotu na właściwą, zamieszkałą wyspę.
Na zakwaterowanie też narzekać się nie dało ;) Szczęście, że w pokoju klima, bo na zewnątrz milion stopni.
Basen tuż przed bungalowem okazał się bardzo przydatny ;P
To widok z knajpy (!) ze stolika przy którym siedzieliśmy. Wieczorem w tym samym miejscu odbył się pokaz tańca z ogniem. Kolesie profesjonaliści. Jeden z nich tak uwielbia Michaela Jacksona, że cały pokaz jest zrobiony pod jego muzykę. Dodatkowo, facet genialnie wplata klasyczne ruchy Jacksona w taniec z ogniem. Fenomenalne.
Wieczór został zakończony w sposób tradycyjny ;) Piłem piwo w najmniejszym barze świata ;) Cały bar (na plaży oczywiście) składał się z lodówki, szafki, stołka barmańskiego i lady (czyt.deski). Po drugiej stronie lady ławka i tyle ;D.Oczywiście knajpę prowadzi irlandczyk ;)
Podsumowując- zdecydowanie warto pojechać, zobaczyć, ale nie na długo. Tłum turystów staje się uciążliwy po pewnym czasie.
Pozdrawiam i do następnego napisania ;)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz