Kilka dni temu robiłem swój pierwszy zabieg tutaj. Oprócz niewielkich różnic, których nigdy wcześniej nie widziałem, było ok. Różnice to cięcie na ok. 1cm (nie włożysz palca, nie ma bata), używanie haków (weź tu człowieku znajdź coś grubości sznurówki w kocie, igła wielokrotnego użytku, nieco inne szwy. Generalnie luzik, byleby się oswoić z nowymi metodami. Poza zabiegami, każdy z nas powoli zaczyna przyjmować swoich pacjentów od początku do końca. W sumie to regularna robota, jak gdziekolwiek indziej, ale w skrajnie innych warunkach, otoczeniu etc.
No może nie do końca tak regularna, bo jutro rano jedziemy polować na psy, w pracy starasz się nauczyć podstaw tajskiego, a operowanego kota nie zobaczysz już nigdy więcej. W przyszłym tygodniu nie będzie postów na blogu, ani kontaktu ze mną, bo wyjeżdżamy z mobilną kliniką na inną wyspę, żeby tam przez pięć dni od rana do wieczora kastrować i sterylizować co tylko nam wpasnie w łapy. Założony limit dzienny to 25 suk, 25 kotek, psów i kotów ilebądź. Tam ani neta ani cywilizacji, więc nie zdziwię się jak będziemy otwierać zwierzęta pod chmurką. Jak stamtąd wrócę, to z pewnością wrzucę zdjęcia i opiszę całą akcję.
Mamy jednego weta z Singapuru. To jest miejsce w którym mógłbym żyć (przynajmniej przez kilka lat). Pensje takie, że nawet nie będę pisał, bo to nie ma sensu. Koszty zabiegów takie, że jakbym zrobił dwa zaszycia trzeciej powieki to mógłbym spokojnie żyć w Polsce przez miesiąc. Koszty oczywiście są tam większe, ale fascynuje mnie mentalność tamtych ludzi. Podobno jest tam supersterylnie, megaczysto. Wieżowce, szmerybajery Nowy Jork się chowa. Mają tam tez bardzo surowe prawo. Złapali niedawno amerykanina który sprayem pomalował kilka aut. 2 lata w pace i (uwaga!) 8 batów. Nie jakichśtam lekkich, tylko takich że skóra szeroko się otwiera. Kraj cywilizowany, budowany na angielskiej potędze dawnych czasów, więc po każdym urzerzeniu bat jest sterylizowany, a lekarz sprawdza czy się nie mdleje i czy można zalożyć następnego. Czad :D Amerykańce zaczęli się stawiać, że to niehumanitarne, Obama nawet napisał list do sądu w Singapurze. List rozpatrzyli... z ośmiu zrobili mu sześć :D. Coś czuję, że zagoszczę dłużej w Azji. Bardzo mi się podoba, jak ludzie tutaj odnoszą się do świata. nagle okazuje się, że Europa to tylko jego mały kawałeczek, a do zwiedzenia jest tak cholernie dużo.
Co chwilę przychodzi mi coś nowego na myśl. Tak totalnie różowo to tu nie jest, bo jeden z naszych wolontariuszy właśnie przechodzi gorączkę Dengi. Paskudztwo, szczepionki nima. Najgorsze, że rozprzestrzenia się całkiem szybko, a nasz kolega odpoczywa dwa pokoje dalej. Zlewam się plynami na komary i jest spoko.
Jak mi coś wpadnie do głowy o czym wartoby napisać, to postaram sie zapamiętać. Pisanie zajmuje dość sporo czasu a jak się kończy pracę o piątej i o siódmej jest ciemno to się chce pojechać gdziekolwiek, cokolwiek zoabczyć. Potem kolacja i kima, bo każdego kolejnego dnia trzeba wstać i na migowy dogadywać się z Tajami, którzy przychodzą ze zwierzakami. Mogę gadać, że praca taka czy taka, ale nie ma co. Daje satysfakcję jak cholera.
Do następnego ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz